|
|
Wywiady
gs24.pl 2007-07-20
- Wystąpiłaś
jako piosenkarka i jurorka na wyborach piękności. Dla ciebie wygląd,
wizerunek sceniczny na pewno jest bardzo ważny...
- On jest ex equo na pierwszym miejscu z charyzmą. Talent i umiejętność
śpiewania oczywiście też się liczą, ale bardzo prostym przykładem jest tu
Madonna, która kompletnie nie umie śpiewać, jest totalnym imbecylem
muzycznym, a zrobiła oszałamiającą karierę i nadal będzie ją robić. Bo tak
naprawdę porywamy ludzi przez to, jakimi jesteśmy, a nie jak śpiewamy, choć
to też. Dlatego uroda, obycie ze sceną oraz osobowość są bardzo ważne.
- Na scenie trzeba się
kreować czy można pozostać sobą?
- Można, jeżeli bycie sobą jest równoznaczne z byciem showmanem. Ja jestem
showmanką w domu, jak śpię, jak sikam, cały czas jest we mnie duża dawka
emocji, nie potrafię być normalna i dlatego mi to sprawia przyjemność, jest
to dla mnie naturalne. Ale jest też taka osoba jak Anna Maria Jopek, która
wychodzi, siedzi cały koncert na krzesełku i coś tam dudni w mikrofon. Każdy
lubi coś innego i preferuje inny typ.
- Jaka jest twoja nowa płyta? Dlaczego warto jej słuchać?
- Przede wszystkim dlatego, że jest na światowym poziomie. Wykorzystaliśmy
dużo rzeczy, które do tej pory w Polsce nie były używane. Będzie to można
usłyszeć "na pierwszy rzut ucha". Jest na niej dużo przebojów, bo ja lubię
łatwe, ale ambitne linie melodyczne, określone rock'n'rollowym brzmieniem.
Dlatego ludzie lubią te piosenki, które śpiewam. Posłuchają raz i zaraz je
się nuci i jest fajnie.
- Opowiedz o singlu, który ją promuje.
- Piosenka "Katharsis" powstała w spontaniczny sposób. Miałam zupełnie inny
plan marketingowy promocji mojej płyty. Chciałam wejść z piosenką, która
jest bardzo żywiołowa, wesoła, taka na wakacje. Ale stwierdziłam, że byłoby
to beznadziejnie nienaturalne, nieadekwatne do sytuacji, która zdarzyła się
w moim życiu. I po prostu nikt by mi nie uwierzył, ja bym sobie sama nie
uwierzyła! Dlatego też była szybka zmiana planów i wydałam singla, który
odzwierciedlał obecny stan mojej duszy, czyli smutek i rozczarowanie.
- Co z teledyskiem?
- Teledysk jest zajebisty! Wożę go ze sobą w torbie. Mieliśmy z telewizją
małe problemy, bo tam jest dużo scen, które nie zgadzały się z kryteriami,
tworzonymi przez londyńskie firmy - MTV i VIVA. Bo jest w nim motyw śmierci,
krwi, seksu. To sprawia, że dzieci niekoniecznie mogłyby to oglądać przed
godziną 19. Dlatego mieliśmy małe problemy, ale dzięki Bogu przebrnęliśmy
przez to i będzie normalnie w telewizji.
- Jak da się żyć z takim zamieszaniem wokół swojej osoby?
- Dobrze! Jestem zadowolona. Jedyne, czego mi brakuje, to chwili, żeby
zadbać o siebie, o zdrowie. Bo to jest bardzo intensywne życie, wymagające
wielu poświęceń, zarówno psychicznych, jak i fizycznych, i czasem trzeba się
wyspać, wziąć jakieś witaminy, a ja to zaniedbuję i czasami siedzę i nie
mogę wstać, bo taka jestem zmęczona. Nie mam takiego dnia, że mogę zostać w
łóżku i nikt się do mnie nie dobija. Są tylko dwa tygodnie w roku, kiedy
wyjeżdżam za granicę i wtedy jedyną osobą, która się do mnie dobija, jest
kelner z drinkiem z palemką dla mnie.
- Jesteś ulubienicą gazet i portali plotkarskich. Z jaką najdziwniejszą
nieprawdziwą informacją na temat swojej osoby się spotkałaś?
- Że mam sztuczne zęby. Że co dwa tygodnie robię odsysanie tłuszczu. Że mam
romans ze swoim ochroniarzem, który - umówmy się - bez charakteryzacji
wygląda jak Święty Mikołaj.
- Zamierzasz jakoś z tym walczyć?
- No proszę cię! Wszystko to, co mówią, jest dobre. Jeżeli mam sztuczne
zęby, to znaczy, że mam ładne, a że mam naturalne, to nie będę mówić głupot.
Z odsysaniem tłuszczu to jest taka historia, że gdy pojechałam do swojego
męża do Izraela, po prostu wpadłam w taki amok jedzenia, że jak
przyjechałam, to mnie moja mama nie poznała w drzwiach. Wyglądałam jak
księżyc w pełni i rzeczywiście bardzo długo dochodziłam do tego momentu, jak
wyglądam teraz, do mojej obecnej sylwetki. Moja koleżanka, Anka z
Closterkeller, robiła sobie odsysanie tłuszczu i nigdy, ale to nigdy nie
mówiła, że to jest dobry pomysł. Moja rada jest taka - nie jeść po 18 i nie
pić alkoholu.
- Jeżeli nie muzyka, to co? Chciałabyś zagrać w filmie?
- Nie, to byłaby tragedia! Ja sama bym tego nie przeżyła. To by było
żenujące, bym się skompromitowała! Mimo że jestem zapatrzona w siebie i
absolutnie nie samokrytyczna, to są pewne aspekty w życiu, których lepiej
unikać i mieć świadomość tego, że nie jest się najlepszym w niektórych
dziedzinach. A ja aktorką jestem tragiczną!
- Ale chyba nie chcesz
tak jak Rolling Stonesi do emerytury występować na scenie?
- Faceci na starość wyglądają lepiej na scenie niż kobitki, bo one robią się
nieestetyczne, tak jak Tina Turner. Lepiej wiedzieć, kiedy zejść ze sceny
niepokonanym. Faceci mogą ciągnąć do upadłego. Jakoś mają większy urok. A ja
się w wieku 40 lat, rozumiesz, dorobię tyle kasy, że będę leżeć z d...ą na
wierzchu i będę miała to gdzieś.
- Czy jest coś takiego w życiu, czego żałujesz?
- Nie ma. Jestem zadowolona z sytuacji, w której się teraz znajduję. W
związku z powyższym ważne są wszystkie czynniki, które miały na nią wpływ.
Gdybym teraz coś pozmieniała, nawet najgorszego, mogłoby to całkiem inaczej
pokierować moim życiem i nie byłoby mnie tutaj. Więc... wszystko jest OK!
- Jest lato, wakacje. Wierzysz w wakacyjną miłość?
- Oj tak! Co wakacje zawsze mam wakacyjną miłość. Jak byłam młodsza, były
listy, telefony, szmery bajery. Teraz z racji wieku i zawodu, który
wykonuję, to już nie było takie proste. Byłam zamężna, więc jak wyjeżdżałam
na wakacje, to tylko z mężem, o wakacyjnej miłości nie było mowy, gdyż on
mnie nie odstępował na krok. Ale uwielbiam wakacyjne miłości i jak byłam
nastolatką i chodziłam do liceum, to był najfajniejszy moment w życiu. Przez
następne miesiące w szkole tylko o tym się myślało.
- Tradycyjnie na koniec pytanie o najbliższe plany.
- Niestety, albo i stety, jestem najwięcej koncertującą osobą w tym kraju. I
tak bardzo ukróciłam sobie tę ilość, ponieważ to było tak intensywne, że nie
do przejścia. Dlatego teraz gramy trzy razy w tygodniu. Moje plany, to
udział w dwóch bardzo wielkich projektach znanej stacji telewizyjnej. Już
niedługo się przekonasz. Będę zasiadała w jury, a w drugim będę - że tak
powiem - jedną z głównych osób. Nie mogę jednak zdradzić szczegółów, chyba
że mi zapłacą pół miliona dolarów, wtedy ci powiem! Poza tym cała promocja
płyty. Tak się tylko wydaje, że to jest jak pierdnięcie, ale to jest ciężka
praca. Jedna sesja zdjęciowa to szesnaście godzin. Przejście przez prasę
trwa miesiącami. Ludzie nie zdają sobie sprawy, jakie to jest masakrycznie
ciężkie. Dla mnie, dla osoby, która jest bardzo znana i nie powinna sobie
zawracać tym gitary. Ale cały czas muszę dbać o to, by nie zejść ze
świecznika.
Machina 2006-07-03
Słuchaj, dla mnie
to, co robisz, to perfekcyjna ściema. Ludzie się nabierają, Ty się
świetnie bawisz, a kasa płynie.
Łatwiej mi udawać głupią, świetnie się tym bawię, a jednocześnie
manipuluję prasą. Mogłabym sporo powiedzieć, ale zostawiłam sobie na to
jeszcze rok. Ile ja zmistyfikowałam sytuacji, które nie wyszły i nigdy
nie wyjdą. Za rok przybijesz mi piątkę, a inni będą mi składać hołdy.
Jest ściema, ale to nie jest tak, że jestem przestraszonym pisklęciem, a
udaję wyzwoloną Dodę. Taka jestem i nie muszę nic udawać.

Czasami tę ściemę
trudno kontrolować. Ostatnio wystarczyło, że w wywiadzie wspomniałaś, że
nie wyrzuciłabyś z łóżka Angeliny Jolie, a wszystkie portale,
szczególnie te lesbijskie, aż huczą.
Jasne, specjalnie to powiedziałam, choć to nie była ściema. Jeszcze o
wibro pussy dodałam. Wiedziałam, że te dwie rzeczy zdominują cały wywiad
i nikt nie będzie pamiętał reszty. Nauczyłam się już, że można pierdolić
bez końca o Bogu, filozofii i polityce, a wystarczy jeden kontrowersyjny
gadżet i wszyscy się cieszą. Marzy mi się taki porządny, godzinny
telewizyjny wywiad o wszystkim, taki, gdzie będzie po mnie widać, co
siedzi we mnie w środku. Ale z facetem. Baby nie są do wywiadów. Poza
tym ja w ogóle nie mam zbyt wiele koleżanek ani przyjaciółek. Obracam
się raczej wśród facetów.
Rozglądasz się
wokół? Jesteśmy ostatnio w ogonie Europy, jeśli chodzi o tolerancję.
Jestem w szoku, kiedy widzę
te wszystkie zacietrzewione, czerwone twarze z wytrzeszczonymi oczami i
słyszę, że to wszystko dewianci, dno i najlepiej ich wypalić i wytruć.
To za chwilę może
Ci przeszkadzać w pracy.
Na pewno nie będę się dopasowywać do ustroju, do prezydenta i jego
pomysłów na życie Polaków. Nie utożsamiam się z żadną opcją polityczną i
nie będę pajacować dla żadnego polityka.
Ostatnie lata to
był u Ciebie pędzący pociąg. Aż do wypadku i problemów z kręgosłupem.
Tak, teraz cieszą mnie wszystkie drobne pierdoły, a problemy zmniejszyły
się do poziomu glona. Jakbym nie mogła chodzić, to wręcz marzyłabym o
takich problemach, jakie mam teraz. Ja jestem zwierzęciem szołbiznesowym.
Czuję się w tym jak ryba w wodzie.
I wszystkie sytuacje medialne mnie walą oprócz jednej. Nie chciałabym
publicznie rozstawać się z mężem. Dla tak wrażliwej osoby jak ja, to
byłoby morderstwo. Zamiast od czasu do czasu na bankiecie dowiedzieć
się, kogo aktualnie bzyka, masz codziennie newsy w gazecie. Znamy już
takie przykłady z polskiego szołbiznesu.
Jednak na stronie
internetowej próbujecie walczyć z „Faktem".
Wiesz, ja nie mogę pozwolić, żeby na całą Polskę wychodziły bzdury
pisane przez jakiegoś gnoma, który grzebie palcem w dupie, a ludzie z
wypiekami na twarzy to kupują i wierzą w te brednie. A poza tym nie
lubię nie mieć ostatniego słowa.
Nie czujesz, że od
strony estradowej też jesteśmy ogonem Europy?
Bo tego oczekuje publiczność, cały szołbiznes, radio i telewizja,
wszyscy, którzy tym obracają. Po występie w Opolu, na moim własnym forum
internetowym przeczytałam, że piosenkarz rockowy obowiązkowo musi mieć
glany, cztery kolczatki, przykleić się do mikrofonu i czasem rzucić
kurwą. Nie daj Boże, mieć na sobie trochę koloru, układ taneczny i
poczucie humoru. Od razu mówią, że to syf, gnój i popowa komercha. Wciąż
czujemy się jak megabiedne kaczątko wśród łabędzi. Ile ja się musiałam
napompować, żeby to towarzystwo wzajemnej adoracji zaczęło nas szanować.
Mam obsesję na punkcie fajnego show. Nie wiem, co muszę zrobić, żeby na
próbie jakiekolwiek moje propozycje ktoś zaakceptował. Siedzę miesiąc
przed, kombinuję, wymyślam gadżety, tancerzy, a potem reżyser się nie
zgadza. Dlaczego? Bo, jak się okazuje, nie potrafi tego ładnie pokazać w
telewizji. Moja mama nie zauważyła nawet, że mam tancerzy na scenie!
Jakby kanapa w kształcie ust, w której siedziałam na scenie, nie miała
trzech metrów szerokości, też by jej nikt nie zauważył w telewizorze.
Najbardziej mnie martwi to, że tak niewiele mamy w Polsce
profesjonalistów. A przecież to wszystko ma być dla ludzi! Taki festiwal
to ma być megawidowisko, a większość artystów swój brak wyobraźni i
chęci tłumaczy tym, że jest klasycznym, dostojnym i że nie chce robić
obciachu, bo muzyka powinna bronić się sama. Jestem ciekawa, ile oni
oglądają zachodnich koncertów. Nawet największe światowe gwiazdy
prześcigają się w robieniu show, a u nas nuda, smutek i frustracja.
To jakie show tak
naprawdę wymyśliłaś sobie na Opole?
W Opolu zrobiłam prawie wszystko, co chciałam. Oprócz inscenizacji
szpitalnej. Ale pamiętam, jak rok temu w Sopocie chciałam wyfrunąć na
skrzydłach. Oni, że „nie da się, jak my to zrobimy, jak pokażemy?”. No
jak to, jak? Gwen Stefani mogła na MTV jakoś zjechać na zegarze!
Wszystko jest możliwe. „Jak to będzie wyglądało? Nikt tego nie robił”.
Bez wyobraźni, bez polotu. To jest megadołujące.
Odmówisz za rok?
Jednak muszę się czasem pokazywać. Koncerty w kraju są OK, ale koncerty
ogląda kilka czy kilkanaście tysięcy ludzi, a występ w telewizji, na
wielkim festiwalu kilka milionów. Po Sopocie wszystko się zmieniło.
Przed festiwalem ludzie myśleli, że Doda to taka laska z „Baru”.
Słyszeli „Znak Pokoju” i nie wiedzieli, kto to śpiewa. Abstrakcja.
Bravo 2006-12-05
Bravo: Niedawno zostałas
okardziona.
Doda:To straszne przezycie,ale
nauczyło mnie zeby
nie przywiązywac wagi do rzeczy materialnych,
poniewaz dziesiaj one są,jutro ich nie ma.
I nie mam na to żadnegowpływu.
Teraz chodze w trzech ciuchach na krzyz,bo wszystko mi ukradli.
Bravo: Podobno ty i Radek
nakryliscie złodzieji.
Doda: Wróciliśmy z kina i
zorientowaliśmy się,że coś jest nie tak.
Dom był otwarty,ostatni sprawce uciekał przez ogród.Gdybym była sama pewnie
bym osiwiała w pięc sekund.
Bravo: Co zgineło?
Doda: Wyniesli
wszystko!Ubrania,kosmetyki,sprzed,....Nie zdązyli ukrasc
samochodów.Najbardziej mi zal zdię i filmów z naszych wakacji we
Włoszech.Były w aparatach cyfrowych i kamerze.
Nawet ich nie obejrzałam.Najgorsza jest jednak nie utrata rzeczy,lecz
swiadomosc,że masz w domu kilka prywatnych miejsc,które zostały
sprofanowane.Jekies obce łapy grzebały w twojej bieliźnie.To tak,jakby ktos
znalazł kluczyk do twojej duszy otworzył ją i przeszperał dokładnie wszystko
co tam jest.
|